Rozdział 40 "Przepraszam, ale ten chłopak jest z wypadku samochodowego "
No zaczęłam piec tą babkę :p. Tak tylko jak to się piekło... hmmmm.
- OLKA !! WIKTORIA !! - ZACZĘŁAM SIĘ DRZEĆ NA CAŁY DOM! ;P Pierwszy oczywiście przybiegł Justin.
- Boże kochanie co się stało !??!!
- Nic.
-To po co się darłaś na cały dom ?
- Ale Misiu Ciebie nie wołałam tylko Olę i Wiki! - powiedziałam słodziutko. - ale wiesz fajnie że przyszyłeś. - powiedziałam i chyliłam się po fartuch.
- To twoje! - powiedziałam on się promienie uśmiechną ?!
- Czemu się uśmiechasz?!
- Pamiętasz jak dzisiaj się na Nas wściekłaś, no miałaś powody ja się teraz zastanawiam jak mogłem do ciebie powiedzieć "Durna jesteś !" Za to powinni karać!! Jak można obrażać anioły ?! Klaudia ty jesteś moim aniołem stróżem ! Którego muszę pilnować! A wtedy sobie uświadomiłem że mogę Cie stracić a tego bym nie przeżył ! Ty nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem!! Klaudia jeśli kiedyś po wierz mi że mnie nie kochasz zabije się ! Rozumiesz ty jesteś moim całym światem! Jesteś powodem dlaczego rano wstaje!! Bez Ciebie moje życie jest puste!! Kotek Kocham Cie! I przepraszam za moje zachowanie!! - powiedział. A ja no mnie zatkało!
- Justin Ja Cie przepraszam ! Nie powinnam tak wybuchać... - Popatrzył na mnie słodko.
- Nie masz za co przepraszać to mi przynajmniej uświadomiło że że znaczysz dla mnie więcej niż myślałem ! Kocham Cie i mogę Ci obiecać że ZAWSZE będziesz miała we mnie wsparcie i że zrobię dla Ciebie wszystko oprócz jednego ! Nie przestane Cie kochać !!! - po tych słowach zrobiłam się cała czerwona.
- Kocham Cie za to! - po tych słowach bardzo mocno się przytuliliśmy...
- To w czym mogę pomóc ?
- Poszukaj niebieski zeszyt w serduszka ok ?!
- Oczywiście Kotek!!
Mam! - krzykną Justin.
- To daj! - uśmiechną się na te słowa cwano i wskazał na swój policzek. Oczywiście ja zrobiłam głupią minę jakbym nie wiedziała o co chodzi i wzruszyłam ramionami.
- Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi!
- No ale ja naprawdę nie wiem o co chodzi...
- Pocałuj mnie ! - Ja wpiłam się w jego piękne usta. Oj! Czemu jak on mnie całuje miękną mi kolana?! On i ten jego urok ; D
- Teraz dostane ten zeszyt ?!
- Owszem -i podał mi do ręki. Ja szybko wyszukałam przepis na babkę ;D
Wyciągnęłam miskę od miksera, umyłam a Justin tym czasem wyciągał wszystkie potrzebne rzeczy z lodówki i szafek.
- Dobra wszystko jest kotek.
- To dobrze ,to... - przerwał mi telefon. Zobaczyłam że dzwoni Mama.
- Justin ubij żółtka z cukrem ok ? - powiedziałam na co on opowiedział OK ;P
wyszłam z miejsca pracy nad czymś jadalnym :P
( Mama - M JA - K.)
K-Hej mamo ! Co tam ?
M- A wszystko w porządku a u Was ?
K- Świetnie właśnie przygotowuje z Justine i z resztą bandy wigilie. A kiedy będziecie ?
M- yyyyy.... jak wam to powiedzieć....
K - Mamo co się stało mów!!
M- W Ameryce nie obchodzą wigilii i dopiero przyjedziemy w Boże narodzenie nie możemy wcześniej, ale mam nadziej że sobie poradzicie i pokażesz wszystkim jak wygląda wigilia w Polsce.
K - Robisz sobie żarty?! Nie ogarniemy tego wszystkiego sami mamo !!!
M- Będziecie musieli!! Dam ci jeszcze tate..
T - Hej córcia... Dacie rade tylko nie póście domu z dymem liczymy na Was!! ...... Musimy kończyć. Papa.
K- COOOO ???????!!!!!! Nie rozłączajcie się jak my sobie damy rade, co ?!!! Hallo !haaalo!!
( Koniec rozmowy)
No super rzeczywiście! Nie ma to jak na nich polegać naprawdę!! Wróciłam do kuchni, a Justin cały był. W jajkach nie miałam siły żeby się śmiać, ale wyglądał komicznie...
Policzyłam że koło niego jest 12 skorupek a do babki potrzebne jest tylko 6 jaj. Nawet nie widziała gdzie są białka bo zapewne ubijał razem z żółtkami -,- Przerosło mnie, pierwsze łzy zleciały mi po policzku.
- Kochanie co cię stało? - spytał podchodząc do mnie.
- Ty rozumiesz rodzice nasz wystawili !! Robimy święta sami! Jak my damy rade ? Co ?! Bo ja nie wiem... - Przytulił mnie i powiedział...
- O co ty się martwisz skarbie masz mnie...! A w ogóle Moja mama na pomoże jak chcesz?!
- Czekaj ... Ty masz racje przecież nie jesteśmy sami! Jest Wiki , Olka, Christian, Ja, Ty i Ryan!
- No właśnie damy rade ! Dobra to w salonie zebranie! - i ruszyłam z Justinem nasze zacne 4 litery i poszliśmy do salonu. Krzyknęłam " Pożar aaaaaaaaaaaaaaaa " No i dobrze zrobiłam bo to było skuteczniejsze Niż darcie się " Olka " itd. Wszyscy nagle przybiegli. I powiedzieli na raz " GDZIE ?! "
- W ..... - nie dokańczam.
- Klaudia!! - Krzyknęli!
- No co ?! Rodzice zostawili Nas samych i sami urządzamy święta więc każdy musi coś robić ale najpierw zacznijmy od tego że w domu jest jeden wielki burdel więc wypadało by to posprzątać ! Więc każdy bierze się za porządki a ja z Justinem Bierzemy się za pieczenie ciast i za gotowanie a potem pojedziemy na zakupy pasuje ?!
- yyyyyy .... tak. - byli najwyraźniej w szoku tylko nie wiem czy przez to że pożaru nie ma czy że święta spędzamy sami ?! :P
Po zebraniu wróciliśmy do kuchni. Jak zobaczyłam to co było w misce to się przeraziłam ! Jak można ubijać żółtak z cukrem z białkami i skorupkami. Teraz przynajmniej wiem że nie we wszystkim jet taki fantastyczny ! ;P A kompletnie mnie podłamało ja się spytał czy dobrze ubił. Ale się opanowałam i wylałam to do zlewu a sam kazałam podać mu kolejne jajka.
Po chwili były już ubite.Dodałam, margarynę trochę oleju proszku do pieczenia.
- Justin Co jeszcze powinnam dodać, Sprawdź w przepisie. - powiedziałam spokojnie na co on że przepis jest napisany Po polsku!
- A no tak sorka, ale wiesz że fajnie by było gdy byś nauczył się polskiego ?
- Never Say Never Kotek. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
Sprawdziłam a no tak! Mąka ;P Justin Miał powoli wsypywać mi do miski kiedy mikserem kręciłam w misce masę, ale jak tylko wyciągną make potknął się i połowa poszła na mnie!
- Bieeeeeeberrrrrrr!!!!!!!!!!
- Ups....
- To miało iść do ciasta nie na mnie !
- No ale ty jesteś równie słodka jak to ciasto i widocznie mi się pomyliło! - Tym tekstem chciał uspokoić sytuacje, no i widocznie mu się udało bo mi ciśnienie już trochę spadło ;P
- Dobra nie ważne! Cały jesteś ?
- Jak widać. :)
- Dobra teraz ostrożnie dodaj tą mąkę do tej masy bo inaczej zobaczysz jak się wściekam!
- Wtedy też wyglądasz pięknie.... - ja już normalnie myślałam że go zabije on! No on ! No nie mogę ! Jest za słodki, żeby mu coś zrobić.... ;P
Po małych komplikacjach wreszcie się udało.Nasze dzieło trafiło do pieca. Teraz jedynie czekać żeby się upiekło :P
- Wreszcie koniec... - powiedział opadając na krzesło. Ja usiadłam na jego kolanach i powiedziałam że to dopiero początek! I żeby się szykował bo zaraz jedziemy do miasta... Nie był zadowolony, ale i tak powiedział " Dla Ciebie wszystko Słońce"
Przebrałam się i z mojego "białego" ubrania oraz zapakowałam mojego laptopa żeby zawieść do naprawy i wzięłam trochę kasy. I szybciutko ubrałam buciki i kurtkę i pobiegłam do garażu Justina.
Usiadłam w jego Samochodzie.
- Już jestem możemy jechać.
- No ale nie sami.... - powiedział wkurzony Justin.
- To z kim jeszcze ?- Nagle wsiadł Kenny.
- O Kenny ! Jedziesz z nami ?
- No niestety -powiedział Justin...
- Biebier!
- Przepraszam...
- Spoko - powiedział Kenny. Ruszyliśmy. Po 30 minutach byliśmy w galerii. Kazałam iść Justinowi oddać mojego laptopa do serwisu,ale on powiedział że be zemnie się na krok nie ruszy... Trudno wysłałam Kennego ; D Który również się sprzeciwiał, ale jakoś się dał na mówić. Zeszło nam z 1 godzinę. Potem Justin pozował z fankami do zdjęć i dawał autografy z 10 minut, ale najbardziej mnie zdziwiło że mnie też prosili mnie o autograf :P Po chwili Justin mnie jeszcze na mówił żebyśmy przeszli po sklepach komputerowych. Weszliśmy na dział z Laptopami! Parę mi się spodobało : D Ale prawie wszystkie to Apple. U nas w Polsce żeby znaleźć laptopa tej firmy to cud...
Już po naszych wspaniałych zakupach które targał Kenny wracaliśmy do samochodu. Justin zaczął ślizgać się na lodzie na parkingu.
- Bo się przewrócisz !!
- Nie prz..... - i łup.
- AAAAAaaa - zaczął krzyczeć. Ja szybko podbiegłam do niego.
- A nie mówiłam! Coś ci się stało ??!!
- Tak ręka mnie boli ! - powiedział z grymasem.
- Która?
- Prawa!Aaaaa!! - Przeraził mnie jego wyraz twarzy! Kenny podszedł do nas i pomógł mu wstać... Ja z szalika zrobiłam mu takie coś żeby ręka mu nie spadała ( nie pamiętam jak to się nazywa :P)
Ja z Justinem usiadłam z tyłu a Kenny prowadził samochód.
- Skarbek mocno boli ?!- spytałam Patrząc na jego oczy które prawie się szkliły...
- Tak.... - powiedział cichym głosem.
- Już niedługo będziemy. - Powiedziałam łapiąc go za tą zdrową rękę.
- Przepraszam... - powiedział
- Za co ? Skarbie!
- Za to że zrobiłem ci kłopot teraz powinnaś szykować się na święta a nie zajmować się durniem...
- Nie mów tak !!Sam powiedziałeś damy rade a w ogóle oni dadzą sobie rade!! Ty jesteś ważniejszy zrozum to Kocham Cie!! I będę przy Tobie na dobre i na złe!! - wtedy lekko się uśmiechnął i mocniej ścisnął moją rękę.
- Już jesteśmy powiedział Kenny stając przed szpitalem po woli szliśmy z Justinem do poczekalni. Jak zobaczyłam tam ponad 15 osób to się załamałam, ale Jus też... Nie ma tak dobrze. Poszłam przed siebie do do jakiś dwóch pielęgniarek ..
- Przepraszam, ale ten chłopak jest z wypadku samochodowego! I nie wiadomo czy nie wstrząsu mózgu! - krzyknęłam na jedną.
- yyyy Tak to niech wejdzie bez kolejki...
- Dziękuje - podeszłam do Justina.
- Jakby cie pytali jesteś z wypadku samochodowego !
- CO?! - wtedy wyszedł lekarz i powiedział " Następny" Kazałam Jusowi iść, ale znowu powiedział że be zemnie się nie ruszy. Weszłam Z nim do gabinetu. I zaczęłam lekarzowi szczelać jakiś pic, że to był stłuczka i takie tam... Justin patrzył na mnie wściekły, ale ze zdziwieniem że ja umiem tak dobrze kłamać... Dla miłości wszystko. Po przebadaniu i zdjęciu rentgenowski wyszło że mój kochany złamał rękę ze przesunięciem ;( Kazał się się mu położyć i dać rękę na ten stolik, który był obok. Zrobił to co kazał. Złapał mnie za rękę i się na mnie patrzył.
- No to na trzy panu nastawie- powiedział lekarzy.
- 1,2 ...
- aaaaaaaaaaa - Krzyknął a mi się serce krajało na jego widok. ;( Po jego policzku spłynęło kilka łez. Nie dziwie się, sam lekarz powiedział że to nie przyjemne a zazwyczaj mówią że nie boli a i tak strasznie boli. :/
- Mówił Pan że na 3 ! - krzyknął.
- No było na 3.. - Justin przewrócił oczami.
- Teraz jedynie zagipsować! - Jak powiedział tak zaczął robić.
Już prawie kończył kiedy zadzwonił Justinowi Telefon... Wzięłam od niego i odebrałam.
(Pattie - P Ja -K)
K- Dzień dobry.
P- Witam Cie Klaudia kiedy będziecie w domu ?
K - Za niedługo....
P- A gdzie jesteście ?
K - W szpitalu....
P - CO?!?! CO SIĘ STAŁO ?!
K- Justin złamał rękę..
P - Jak ?! Kiedy ?!
K - Przepraszam zaraz będziemy to pani wszystko opowiem teraz muszę kończyć!
( Koniec Rozmowy)
- Kto dzwonił ?
- Twoja mama....
- No nie, nie miała kiedy dzwonić ?! - powiedział.
- Niech pan spokojnie siedzi inaczej wyproszę panna dziewczynę.
Oczami Pattie.
- Co kiedy będą ? - spytała się moja mama.
- Za chwile.
- To dobrze!!
- Ale Justin złam rękę!!
- Co?!!?
- Wiem tylko tyle co mi powiedziała Klaudia...
30 MINUT PÓŹNIEJ
-Przyjechali !!! - krzyknełam. We szli z grobowymi minami.
- Synku jak to się stało?
- Ślizgałem się na lodzie... i się przewróciłem.A Klaudia prosiła mnie żebym tego nie robił ale i tak zrobiłem, i złamałem rękę...Gdy by nie ona pewnie jeszcze siedział bym w poczekalni...
- Czemu ?
- Powiedziałam że jest z wypadku.... no wszedł bez kolejki... - powiedziała mocno trzymając go za zdrową dłoń.
- Na szczęście nic poważniejszego wam nie jest.
- Mamo mogę dzisiaj spać u Klaudii?? Proszę chce żeby dzisiaj była koło mnie! - z ciężkim sercem zgodziłam się na prośbę Justina... Ale cóż...
Oczami Klaudii
Justin radośnie przywitał się z dziadkami porozmawiali trochę i w ogóle. Kiedy była już prawie 22:00 poszliśmy do mnie z paroma rzeczami Justin. Wchodząc do domu byliśmy w grubym szoku! Wszyscy już spali z miotłami i ścierkami u boku ! ( co do zakupów Kenny wcześniej je do nas przyniósł)
A w domu był porządek! Kochani są!
- Justin może my też pójdziemy spać ?
- Jestem za! - poszliśmy na górę przebrałam się w piżamę. A i Pomogłam Justinowi zrobić to samo! ( sam pewnie dał by rade ale jak to on ;P)Bieber nie pozwolił mi się nawet umyć bo powiedział że nie wytrzyma be ze mnie że go aż tak bardzo rączka boli ; D Bo uwierzę:P Położyłam się delikatnie koło niego, pocałowałam w policzek i zasnęłam koło mojego anioła. :)
I co jak się podoba ?!
Boziu to już 40 rozdział :D!
Proszę Was napiszcie jak wam się podoba mój blog i ten rozdział :)
BARDZO DZIĘKUJE ZA 15 371 JEDEN WEJŚĆ ! I ZA 309 KOMENTARZY!!!
JAK ZAKŁADAŁAM BLOGA BYŁAM PEWNA ŻE TO NIEWYPAŁ ALE CHYBA NIE JEST TAKI ZŁY ?
NAPISZCIE CO O NIM UWAŻACIE!! :***
K O C H A M W A S !!! :***
- OLKA !! WIKTORIA !! - ZACZĘŁAM SIĘ DRZEĆ NA CAŁY DOM! ;P Pierwszy oczywiście przybiegł Justin.
- Boże kochanie co się stało !??!!
- Nic.
-To po co się darłaś na cały dom ?
- Ale Misiu Ciebie nie wołałam tylko Olę i Wiki! - powiedziałam słodziutko. - ale wiesz fajnie że przyszyłeś. - powiedziałam i chyliłam się po fartuch.
- To twoje! - powiedziałam on się promienie uśmiechną ?!
- Czemu się uśmiechasz?!
- Pamiętasz jak dzisiaj się na Nas wściekłaś, no miałaś powody ja się teraz zastanawiam jak mogłem do ciebie powiedzieć "Durna jesteś !" Za to powinni karać!! Jak można obrażać anioły ?! Klaudia ty jesteś moim aniołem stróżem ! Którego muszę pilnować! A wtedy sobie uświadomiłem że mogę Cie stracić a tego bym nie przeżył ! Ty nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłem!! Klaudia jeśli kiedyś po wierz mi że mnie nie kochasz zabije się ! Rozumiesz ty jesteś moim całym światem! Jesteś powodem dlaczego rano wstaje!! Bez Ciebie moje życie jest puste!! Kotek Kocham Cie! I przepraszam za moje zachowanie!! - powiedział. A ja no mnie zatkało!
- Justin Ja Cie przepraszam ! Nie powinnam tak wybuchać... - Popatrzył na mnie słodko.
- Nie masz za co przepraszać to mi przynajmniej uświadomiło że że znaczysz dla mnie więcej niż myślałem ! Kocham Cie i mogę Ci obiecać że ZAWSZE będziesz miała we mnie wsparcie i że zrobię dla Ciebie wszystko oprócz jednego ! Nie przestane Cie kochać !!! - po tych słowach zrobiłam się cała czerwona.
- Kocham Cie za to! - po tych słowach bardzo mocno się przytuliliśmy...
- To w czym mogę pomóc ?
- Poszukaj niebieski zeszyt w serduszka ok ?!
- Oczywiście Kotek!!
Mam! - krzykną Justin.
- To daj! - uśmiechną się na te słowa cwano i wskazał na swój policzek. Oczywiście ja zrobiłam głupią minę jakbym nie wiedziała o co chodzi i wzruszyłam ramionami.
- Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi!
- No ale ja naprawdę nie wiem o co chodzi...
- Pocałuj mnie ! - Ja wpiłam się w jego piękne usta. Oj! Czemu jak on mnie całuje miękną mi kolana?! On i ten jego urok ; D
- Teraz dostane ten zeszyt ?!
- Owszem -i podał mi do ręki. Ja szybko wyszukałam przepis na babkę ;D
Wyciągnęłam miskę od miksera, umyłam a Justin tym czasem wyciągał wszystkie potrzebne rzeczy z lodówki i szafek.
- Dobra wszystko jest kotek.
- To dobrze ,to... - przerwał mi telefon. Zobaczyłam że dzwoni Mama.
- Justin ubij żółtka z cukrem ok ? - powiedziałam na co on opowiedział OK ;P
wyszłam z miejsca pracy nad czymś jadalnym :P
( Mama - M JA - K.)
K-Hej mamo ! Co tam ?
M- A wszystko w porządku a u Was ?
K- Świetnie właśnie przygotowuje z Justine i z resztą bandy wigilie. A kiedy będziecie ?
M- yyyyy.... jak wam to powiedzieć....
K - Mamo co się stało mów!!
M- W Ameryce nie obchodzą wigilii i dopiero przyjedziemy w Boże narodzenie nie możemy wcześniej, ale mam nadziej że sobie poradzicie i pokażesz wszystkim jak wygląda wigilia w Polsce.
K - Robisz sobie żarty?! Nie ogarniemy tego wszystkiego sami mamo !!!
M- Będziecie musieli!! Dam ci jeszcze tate..
T - Hej córcia... Dacie rade tylko nie póście domu z dymem liczymy na Was!! ...... Musimy kończyć. Papa.
K- COOOO ???????!!!!!! Nie rozłączajcie się jak my sobie damy rade, co ?!!! Hallo !haaalo!!
( Koniec rozmowy)
No super rzeczywiście! Nie ma to jak na nich polegać naprawdę!! Wróciłam do kuchni, a Justin cały był. W jajkach nie miałam siły żeby się śmiać, ale wyglądał komicznie...
Policzyłam że koło niego jest 12 skorupek a do babki potrzebne jest tylko 6 jaj. Nawet nie widziała gdzie są białka bo zapewne ubijał razem z żółtkami -,- Przerosło mnie, pierwsze łzy zleciały mi po policzku.
- Kochanie co cię stało? - spytał podchodząc do mnie.
- Ty rozumiesz rodzice nasz wystawili !! Robimy święta sami! Jak my damy rade ? Co ?! Bo ja nie wiem... - Przytulił mnie i powiedział...
- O co ty się martwisz skarbie masz mnie...! A w ogóle Moja mama na pomoże jak chcesz?!
- Czekaj ... Ty masz racje przecież nie jesteśmy sami! Jest Wiki , Olka, Christian, Ja, Ty i Ryan!
- No właśnie damy rade ! Dobra to w salonie zebranie! - i ruszyłam z Justinem nasze zacne 4 litery i poszliśmy do salonu. Krzyknęłam " Pożar aaaaaaaaaaaaaaaa " No i dobrze zrobiłam bo to było skuteczniejsze Niż darcie się " Olka " itd. Wszyscy nagle przybiegli. I powiedzieli na raz " GDZIE ?! "
- W ..... - nie dokańczam.
- Klaudia!! - Krzyknęli!
- No co ?! Rodzice zostawili Nas samych i sami urządzamy święta więc każdy musi coś robić ale najpierw zacznijmy od tego że w domu jest jeden wielki burdel więc wypadało by to posprzątać ! Więc każdy bierze się za porządki a ja z Justinem Bierzemy się za pieczenie ciast i za gotowanie a potem pojedziemy na zakupy pasuje ?!
- yyyyyy .... tak. - byli najwyraźniej w szoku tylko nie wiem czy przez to że pożaru nie ma czy że święta spędzamy sami ?! :P
Po zebraniu wróciliśmy do kuchni. Jak zobaczyłam to co było w misce to się przeraziłam ! Jak można ubijać żółtak z cukrem z białkami i skorupkami. Teraz przynajmniej wiem że nie we wszystkim jet taki fantastyczny ! ;P A kompletnie mnie podłamało ja się spytał czy dobrze ubił. Ale się opanowałam i wylałam to do zlewu a sam kazałam podać mu kolejne jajka.
Po chwili były już ubite.Dodałam, margarynę trochę oleju proszku do pieczenia.
- Justin Co jeszcze powinnam dodać, Sprawdź w przepisie. - powiedziałam spokojnie na co on że przepis jest napisany Po polsku!
- A no tak sorka, ale wiesz że fajnie by było gdy byś nauczył się polskiego ?
- Never Say Never Kotek. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
Sprawdziłam a no tak! Mąka ;P Justin Miał powoli wsypywać mi do miski kiedy mikserem kręciłam w misce masę, ale jak tylko wyciągną make potknął się i połowa poszła na mnie!
- Bieeeeeeberrrrrrr!!!!!!!!!!
- Ups....
- To miało iść do ciasta nie na mnie !
- No ale ty jesteś równie słodka jak to ciasto i widocznie mi się pomyliło! - Tym tekstem chciał uspokoić sytuacje, no i widocznie mu się udało bo mi ciśnienie już trochę spadło ;P
- Dobra nie ważne! Cały jesteś ?
- Jak widać. :)
- Dobra teraz ostrożnie dodaj tą mąkę do tej masy bo inaczej zobaczysz jak się wściekam!
- Wtedy też wyglądasz pięknie.... - ja już normalnie myślałam że go zabije on! No on ! No nie mogę ! Jest za słodki, żeby mu coś zrobić.... ;P
Po małych komplikacjach wreszcie się udało.Nasze dzieło trafiło do pieca. Teraz jedynie czekać żeby się upiekło :P
- Wreszcie koniec... - powiedział opadając na krzesło. Ja usiadłam na jego kolanach i powiedziałam że to dopiero początek! I żeby się szykował bo zaraz jedziemy do miasta... Nie był zadowolony, ale i tak powiedział " Dla Ciebie wszystko Słońce"
Przebrałam się i z mojego "białego" ubrania oraz zapakowałam mojego laptopa żeby zawieść do naprawy i wzięłam trochę kasy. I szybciutko ubrałam buciki i kurtkę i pobiegłam do garażu Justina.
Usiadłam w jego Samochodzie.
- Już jestem możemy jechać.
- No ale nie sami.... - powiedział wkurzony Justin.
- To z kim jeszcze ?- Nagle wsiadł Kenny.
- O Kenny ! Jedziesz z nami ?
- No niestety -powiedział Justin...
- Biebier!
- Przepraszam...
- Spoko - powiedział Kenny. Ruszyliśmy. Po 30 minutach byliśmy w galerii. Kazałam iść Justinowi oddać mojego laptopa do serwisu,ale on powiedział że be zemnie się na krok nie ruszy... Trudno wysłałam Kennego ; D Który również się sprzeciwiał, ale jakoś się dał na mówić. Zeszło nam z 1 godzinę. Potem Justin pozował z fankami do zdjęć i dawał autografy z 10 minut, ale najbardziej mnie zdziwiło że mnie też prosili mnie o autograf :P Po chwili Justin mnie jeszcze na mówił żebyśmy przeszli po sklepach komputerowych. Weszliśmy na dział z Laptopami! Parę mi się spodobało : D Ale prawie wszystkie to Apple. U nas w Polsce żeby znaleźć laptopa tej firmy to cud...
Już po naszych wspaniałych zakupach które targał Kenny wracaliśmy do samochodu. Justin zaczął ślizgać się na lodzie na parkingu.
- Bo się przewrócisz !!
- Nie prz..... - i łup.
- AAAAAaaa - zaczął krzyczeć. Ja szybko podbiegłam do niego.
- A nie mówiłam! Coś ci się stało ??!!
- Tak ręka mnie boli ! - powiedział z grymasem.
- Która?
- Prawa!Aaaaa!! - Przeraził mnie jego wyraz twarzy! Kenny podszedł do nas i pomógł mu wstać... Ja z szalika zrobiłam mu takie coś żeby ręka mu nie spadała ( nie pamiętam jak to się nazywa :P)
Ja z Justinem usiadłam z tyłu a Kenny prowadził samochód.
- Skarbek mocno boli ?!- spytałam Patrząc na jego oczy które prawie się szkliły...
- Tak.... - powiedział cichym głosem.
- Już niedługo będziemy. - Powiedziałam łapiąc go za tą zdrową rękę.
- Przepraszam... - powiedział
- Za co ? Skarbie!
- Za to że zrobiłem ci kłopot teraz powinnaś szykować się na święta a nie zajmować się durniem...
- Nie mów tak !!Sam powiedziałeś damy rade a w ogóle oni dadzą sobie rade!! Ty jesteś ważniejszy zrozum to Kocham Cie!! I będę przy Tobie na dobre i na złe!! - wtedy lekko się uśmiechnął i mocniej ścisnął moją rękę.
- Już jesteśmy powiedział Kenny stając przed szpitalem po woli szliśmy z Justinem do poczekalni. Jak zobaczyłam tam ponad 15 osób to się załamałam, ale Jus też... Nie ma tak dobrze. Poszłam przed siebie do do jakiś dwóch pielęgniarek ..
- Przepraszam, ale ten chłopak jest z wypadku samochodowego! I nie wiadomo czy nie wstrząsu mózgu! - krzyknęłam na jedną.
- yyyy Tak to niech wejdzie bez kolejki...
- Dziękuje - podeszłam do Justina.
- Jakby cie pytali jesteś z wypadku samochodowego !
- CO?! - wtedy wyszedł lekarz i powiedział " Następny" Kazałam Jusowi iść, ale znowu powiedział że be zemnie się nie ruszy. Weszłam Z nim do gabinetu. I zaczęłam lekarzowi szczelać jakiś pic, że to był stłuczka i takie tam... Justin patrzył na mnie wściekły, ale ze zdziwieniem że ja umiem tak dobrze kłamać... Dla miłości wszystko. Po przebadaniu i zdjęciu rentgenowski wyszło że mój kochany złamał rękę ze przesunięciem ;( Kazał się się mu położyć i dać rękę na ten stolik, który był obok. Zrobił to co kazał. Złapał mnie za rękę i się na mnie patrzył.
- No to na trzy panu nastawie- powiedział lekarzy.
- 1,2 ...
- aaaaaaaaaaa - Krzyknął a mi się serce krajało na jego widok. ;( Po jego policzku spłynęło kilka łez. Nie dziwie się, sam lekarz powiedział że to nie przyjemne a zazwyczaj mówią że nie boli a i tak strasznie boli. :/
- Mówił Pan że na 3 ! - krzyknął.
- No było na 3.. - Justin przewrócił oczami.
- Teraz jedynie zagipsować! - Jak powiedział tak zaczął robić.
Już prawie kończył kiedy zadzwonił Justinowi Telefon... Wzięłam od niego i odebrałam.
(Pattie - P Ja -K)
K- Dzień dobry.
P- Witam Cie Klaudia kiedy będziecie w domu ?
K - Za niedługo....
P- A gdzie jesteście ?
K - W szpitalu....
P - CO?!?! CO SIĘ STAŁO ?!
K- Justin złamał rękę..
P - Jak ?! Kiedy ?!
K - Przepraszam zaraz będziemy to pani wszystko opowiem teraz muszę kończyć!
( Koniec Rozmowy)
- Kto dzwonił ?
- Twoja mama....
- No nie, nie miała kiedy dzwonić ?! - powiedział.
- Niech pan spokojnie siedzi inaczej wyproszę panna dziewczynę.
Oczami Pattie.
- Co kiedy będą ? - spytała się moja mama.
- Za chwile.
- To dobrze!!
- Ale Justin złam rękę!!
- Co?!!?
- Wiem tylko tyle co mi powiedziała Klaudia...
30 MINUT PÓŹNIEJ
-Przyjechali !!! - krzyknełam. We szli z grobowymi minami.
- Synku jak to się stało?
- Ślizgałem się na lodzie... i się przewróciłem.A Klaudia prosiła mnie żebym tego nie robił ale i tak zrobiłem, i złamałem rękę...Gdy by nie ona pewnie jeszcze siedział bym w poczekalni...
- Czemu ?
- Powiedziałam że jest z wypadku.... no wszedł bez kolejki... - powiedziała mocno trzymając go za zdrową dłoń.
- Na szczęście nic poważniejszego wam nie jest.
- Mamo mogę dzisiaj spać u Klaudii?? Proszę chce żeby dzisiaj była koło mnie! - z ciężkim sercem zgodziłam się na prośbę Justina... Ale cóż...
Oczami Klaudii
Justin radośnie przywitał się z dziadkami porozmawiali trochę i w ogóle. Kiedy była już prawie 22:00 poszliśmy do mnie z paroma rzeczami Justin. Wchodząc do domu byliśmy w grubym szoku! Wszyscy już spali z miotłami i ścierkami u boku ! ( co do zakupów Kenny wcześniej je do nas przyniósł)
A w domu był porządek! Kochani są!
- Justin może my też pójdziemy spać ?
- Jestem za! - poszliśmy na górę przebrałam się w piżamę. A i Pomogłam Justinowi zrobić to samo! ( sam pewnie dał by rade ale jak to on ;P)Bieber nie pozwolił mi się nawet umyć bo powiedział że nie wytrzyma be ze mnie że go aż tak bardzo rączka boli ; D Bo uwierzę:P Położyłam się delikatnie koło niego, pocałowałam w policzek i zasnęłam koło mojego anioła. :)
I co jak się podoba ?!
Boziu to już 40 rozdział :D!
Proszę Was napiszcie jak wam się podoba mój blog i ten rozdział :)
BARDZO DZIĘKUJE ZA 15 371 JEDEN WEJŚĆ ! I ZA 309 KOMENTARZY!!!
JAK ZAKŁADAŁAM BLOGA BYŁAM PEWNA ŻE TO NIEWYPAŁ ALE CHYBA NIE JEST TAKI ZŁY ?
NAPISZCIE CO O NIM UWAŻACIE!! :***
K O C H A M W A S !!! :***
11.02.2012 o godz. 15:35
11.02.2012, 18:48
Comeclean napisał(a):
Niezły :]
Zapraszam do siebie.
Zapraszam do siebie.
11.02.2012, 16:37
love040497
napisał(a):
zajebisty !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! eh ten niezdara ! oczywiscie musiał coś zrobić bo bez tego nie był by sobą ;p
To co mówił na początku ,że Klaudia jest jego aniłem stróżem i wgl to było takie słodkie ! awwwwww......
dobra a teraz masz rusz swoje szanowne jak i zacne zaplecze i pisz mi tutaj szybko nn !!!! migiem !
To co mówił na początku ,że Klaudia jest jego aniłem stróżem i wgl to było takie słodkie ! awwwwww......
dobra a teraz masz rusz swoje szanowne jak i zacne zaplecze i pisz mi tutaj szybko nn !!!! migiem !



Rozdział jest zajebisty !!
Oczywiście czekam Na NN !! ; D